Przedwcześnie dysydencka nuta

Drukuj

Nie należy do przyjemności uczucie, jakie ogarnia zidiociałego leminga po lekturze wywiadu, udzielonego przez jednego z ulubionych redaktorów ukochanego Radia Erewań.

Czy dobrze czytam, że „Cmentarze wojenne pełne są grobów bohaterów, których dzieci zapłaciły cenę”, w związku z czym dla pana redaktora kwestia niepłacenia całych zasądzonych alimentów sprowadza się do – niechże sięgnę do źródła – „ckliwych kawałeczków o dzieciach”, które „są kompletnie nieprzekonujące” ze względu na to, że „w Polsce od pokoleń mężczyźni zostawiają kobiety z dziećmi i idą na wojnę”? Litości, nawet lemingi mają ograniczoną odporność na nagłe zwroty akcji i byłoby pożądane, gdyby – przynajmniej na obecnym etapie rozwoju wypadków – liderzy lemingów nie odstępowali z taką dezynwolturą od wyznawanych dotychczas wartości w imię Ojczyzny ratowania. Wydaje mi się, że być może dobrze byłoby zostawić coś niecoś na później.

Kilka tygodni temu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim z księdzem Adamem Bonieckim, które odbyło się w Łódzkim Domu Literatury. W pewnym momencie  ktoś zadał pytanie, czy ksiądz „nie czuje się rozczarowany biegiem wypadków w Polsce”. Odpowiedź zaskoczyła chyba wszystkich: „Nie, nie czuję się w ogóle rozczarowany” – odrzekł spokojnym głosem – „To tylko zwyczajna kłótnia w rodzinie, wszystko się dobrze skończy”. Dodał, że jesteśmy stosunkowo młodą demokracją, która „musi otrzymać różne szczepionki”, oraz że to, przez co teraz przechodzimy, on widzi właśnie jako rodzaj potężnego odczynu poszczepiennego, nieprzyjemny, ale konieczny etap dojrzewania społeczeństwa. „Ale proszę pamiętać, drodzy Państwo, że nie ma to nic wspólnego z tym poczuciem beznadziei, przytłoczenia, zagrożenia, jakie panowało tutaj za czasów PRL. To naprawdę cud, że mamy to za sobą”.

Chciałabym, żeby pewne proporcje w tym starciu dwóch sił, które obserwujemy, zostały zachowane. Mogę się fundamentalnie nie zgadzać z decyzjami Prezydenta czy sejmowej większości i odrzucam wizję państwa PiS.  Uważam za skrajnie niebezpieczne zjawisko, gdy władza stawia się ponad prawem i zmierza w kierunku rządów autorytarnych, wbrew zasadom demokracji liberalnej. A jednak ta przedwcześnie dysydencka nuta, jaka tu i ówdzie wyziera z komentarzy poważnych przecież publicystów, wydaje mi się nie na miejscu. Czy moglibyśmy, przynajmniej, nie odmawiać zwolennikom Prawa i Sprawiedliwości dobrych intencji – różnice upatrując wyłącznie w sposobie dojścia do celu, jakim ma być dobro Polski?

Podczas łódzkiej manifestacji KOD wydarzył się jeden naprawdę podniosły moment, w którym zarówno uczestnicy manifestacji („pajace”), jak i kontrmanifestacji narodowców („kibole”), wszyscy razem zaśpiewali, okropnie fałszując, Hymn. Moja piętnastoletnia córka, która pierwszy raz uczestniczyła wówczas w takim wydarzeniu, miała łzy w oczach. „Mamo, czy to znaczy, że już się pogodziliśmy?” – zapytała (jest słaba z historii). Odpowiedziałam, że jeszcze nie, ale pracujemy nad tym, córeczko. PS. Alimenty trzeba płacić. Amen.

 

Czytaj również