Smutek prawników

Drukuj

Zamiast smutku tropików mamy smutek prawników. Senat przegłosował dziś w nocy nowelizację ustawy o TK, która całkowicie marginalizuje znaczenie tego organu.  Czy można liczyć na to, że Prezydent zmieni nagle front i dozna nawrócenia? Piszę te słowa w wigilijny poranek i wbrew przykazaniu nadziei obawiam się, że nowela wejdzie w życie wraz z pierwszą gwiazdką.

Demokratycznie wybrane organy państwa w majestacie prawa dokonają mutylacji tych fragmentów organizmu państwowego, które uznają za „ideowo wrogie szańce PO”. Odwracając niedawno podnoszony przez niektórych prawicowych publicystów okrzyk: Hipokryci! Czy bardziej kochacie Polskę, czy nienawidzicie PiS? – można teraz zapytać: Cynicy! Czy nie cofniecie się przed żadną destrukcją, byle tylko nie mieć nad sobą kontroli?

Tydzień temu Piotr Zaremba w portalu wpolityce.pl opublikował analizę – „Otwarcie Trybunału na nową krew – tak. Marginalizacja – niekoniecznie”.  Nawet ten niewątpliwie prawicowy publicysta stoi na stanowisku, że konstytucyjna kontrola poczynań sejmowej większości jest niezbędnym elementem mechanizmu, jakim jest nasz system prawny. Przytacza przykłady, z których wynika, że sędziowie Trybunału, chociaż  posiadający określone polityczne poglądy i wybrani przez ciało polityczne, jakim jest Sejm, swoje orzeczenia wywodzili z ducha Konstytucji, ponad partyjnymi podziałami. Prawo jest przecież prawem – poddaje się interpretacjom, lecz już nie dowolnemu naginaniu. Do teraz. I stąd właśnie „smutek prawników”.

Dawno nie czułam się tak zawiedziona, jak wczoraj, gdy usłyszałam, w jaki sposób profesor Michał Seweryński,  wykładowca europejskiego prawa pracy na UŁ, kwituje zastrzeżenia Pani Katarzyny Konieczko, prawniczki z Biura Legislacyjnego Senatu. Minęło już ponad dziesięć lat, od kiedy opuściłam naszą uczelnię i, jak dotąd, zawsze z szacunkiem i sentymentem myślałam o kadrze profesorskiej Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Kiedy 9 grudnia Sędzia TK profesor Małgorzata Pyziak-Szafnicka przepytywała posła PiS Marka Asta na temat poszczególnych zapisów uchwalonej listopadową nocą pierwszej noweli ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, czerpałam dziwną przyjemność ze swoistego déjà vu koszmarnego egzaminu z cywila, jaki musieliśmy u Niej przejść na drugim roku. Wydawało mi się wówczas, że między całym ciałem profesorskim Wydziału Prawa panuje zgodność co do fundamentów, na jakich będzie się opierał nasz system. Byli surowi i wymagający, wpajali nam poczucie, że Polska po transformacji musi opierać się na bezwzględnie czystym rozumieniu prawa. Mogę chyba powiedzieć, że otrzymaliśmy jednoznaczny przekaz: liczy się wyłącznie praworządność, a wszystko inne to przejściowy niuans, jeśli wręcz nie jakaś lipa. Praworządność to bezwzględne trzymanie się wspólnych, akceptowanych przez wszystkich ram, szanowanie dorobku poprzedników, przewidywalność, zachowanie spójności wykładni, zmiany wprowadzane drogą ewolucji, nigdy rewolucji. I nagle profesor Seweryński, wbrew naprawdę poważnym zastrzeżeniom Biura Legislacyjnego Senatu, dotyczącym niekonstytucyjności ustawy zmieniającej ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, wbrew opinii Krajowej Rady Sądownictwa, wbrew opinii Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, wbrew opinii ekspertów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zrywa z tą tradycją i oświadcza, że „Państwo to My”* [* „My jesteśmy ostatecznymi ekspertami. Sejm, a w naszym przypadku Senat. Mamy brać pod uwagę, mamy korzystać z opinii ekspertów, ale ostatecznie żadna z nich nie jest dla nas wiążąca”].

Nigdy nie widziałam w jednym miejscu  (na powietrzu, rzecz jasna) tylu sędziów, co w czasie sobotniej manifestacji na Placu Dąbrowskiego. Przyjechali z rodzinami, w czapkach, wełnianych szalikach, z zapałem pokrzykując: „Konstytucja! Konstytucja!”.  Czterdziestokilkuletni, z dobrym sędziowskim dorobkiem, rzetelnie wykonujący swoją codzienną pracę, niektórzy z taką zawziętą dokładnością, że słowo daję, aż strach (nie będę wymieniać nazwisk).  Kończyli prawo kilka lat przede mną i na pewno załapali się na Szafnicką, Petrykowską, Szpunara, Pajora, na trudne rzymskie i niewdzięczne konstytucyjne.  Nauczyli się, tak jak my później, że prawo to precyzyjna i poważna sprawa. Nic dziwnego, że teraz podskakują.

Czytaj również